@ spell it for me

own . log

stare.

2012

luty
styczeń

2011





nowy, ósmy już semestr, nowe nadzieje. pognałam tam jak idiotka, założyłam najlepszą koszulę i robiłam makijaż pół godziny, tylko po to, żeby przekonać się na własne oczy, że nie przyjdziesz. czułam się jak amelia, gdy nino wychodzi z kawiarni nie poznając jej, a ona spływa po kafelkach. spłynęłam sobie spokojnie po schodach wpia, pogadałam chwilę o odwołanych zajęciach, nerwowo podwijając rękawy swojej koszuli, ochh, że też nie złożyłam podania o stypendium, a kolokwium z kpk za 3 tygodnie, a filozofia.
myślałam: Boże, to znak, musisz przyjść, przyjdziesz. malowałam paznokcie i wybielałam zęby do pierwszej, nie spałam do czwartej.
myślałam: Boże, to będzie mój ostatni zryw, ostatnia decyzja tej odważnej 18stki, którą kiedyś byłam. ostatnia decyzja łatwopalnej, by mocniej żyć.
myślałam: jeśli nie przyjdziesz, to koniec. los tak chce, tak ma być, muszę zacisnąć zęby i poumierać sobie, potem się pozbierać i żyć dalej.
tyle wymyśliłam scenariuszy, że aż nie mogłeś się zdarzyć. wyczerpałam wszystkie możliwości rzeczywistości w myślach. Ty, ja, kawa. Ty, ja, zabierasz mnie do pracy, kawa, ta zima - to byłby jedyny raz, kiedy prosiłabym, by nigdy się nie kończyła.
jakub lubi twój link. wiem, przecież po to je dodaję. też masz już jeden nóż w plecach, co?

tak śmiesznie mali, dosłowni zbyt.

każdy dzień jest dokładnie taki sam. zanim otworzę rano oczy, obliczam ile minęło już dni. dziś dwa tygodnie. odsuwam rano zasłony i chce mi się narzygać na ten świat. z jednej strony mam nadzieję, że to ostatni zryw resztek nastolatki, z drugiej - chyba wreszcie coś czuję, choć to nie najlepsze uczucia.
od tygodnia siedzę w mieszkaniu i gdy wreszcie przychodzi dzień, by wyjść między ludzi, nie mam ochoty ani siły podnieść się z materaca. czy mogę tu zostać do końca świata i robić kolaże z art nouveau plus czytać stare listy.

myślę o Tobie co drugie zdanie. to aż dziw, że te myśli Cię jeszcze nie zabiły.

Komentuj (0)


nie wiadomo już nawet, co to pada z tego nieba. warszawa zrobiła się wielką, biało-szarą breją, ludzie zastanawiają się nad każdym krokiem, by nie utonąć w kolejnej kałuży. danse macabre. oglądam sobie to wszystko z bezpiecznej odległości okna. ile nas tu jest, w tych małych, świecących jasno, prostokątnych okienkach bloków.
z każdym rokiem uświadamiam sobie, jak bardzo to wszystko mnie weryfikuje. krok po kroku. mam wrażenie, że dopiero co byłam tą 18-letnią dziewczyną, odważną i dumną, bo dostałam się na prawo. uważałam to za swój wielki życiowy sukces, odrzucając po drodze wszystko, co było dla mnie ważne. podejmując decyzje jedynie rozsądkiem. kiedyś umiałabym o Ciebie zawalczyć. dziś boję się wysłać nawet smsa. nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie jestem modelką. miałam takie wielkie marzenia, wygrać największy proces świata, bronić uciśnionych, śpiewać w małych, zadymionych jazzowych kafejkach, zjeździć i zwojować świat, islandia, norwegia, szwecja, cejlon, indie, kochać się ostro na wszystkich plażach świata, wspinać się po górach, żyć. siedzę w najmniejszym pokoju świata z kuchnią, płacę za niego fortunę, na życie miesięcznie zostaje mi trzysta złotych, śpię na materacu, szpary w oknach zatkałam szalikami, moim jedynym zagranicznym wyjazdem był 3-dniowy wyjazd do pragi, moje śpiewanie zakończyło się na trzeciej klasie liceum, i teraz jak zostaję sama w mieszkaniu, to śpiewam na głos alicię keys. moi rodzice są coraz starsi, ja coraz częściej choruję i nie mam serca pożyczać od nich pieniędzy, których przecież i tak nie mają. moja wielka miłość skończyła się szybciej niż zaczęła, ideały pożegnałam mailem, z własnym facetem nie byłam w łóżku od kilku miesięcy. nie będę bronić uciśnionych, bo razem ze mną skończy te studia za rok kilka tysięcy lepszych prawników, i nie przyjęli mnie do wymarzonej pracy, mimo ambitnego cv - tyle że praca na stanowisku asystentki w kancelarii zazwyczaj kończyła się na bieganiu po sądach i wiecznym upokorzeniu, co znosiłam z zaciśniętymi zębami, myśląc "jeszcze nie czas, olka, dasz radę".
co mam Ci do zaoferowania? jestem tylko jednym ze świecących, prostokątnych okienek przy jednej z ulic na bielanach.

Komentuj (0)


zamknąłem się w małym świecie i to powód.
nie ma tam chyba dla mnie miejsca.

nic mi się ostatnio nie udaje. wymarzone miejsce pracy trafił szlag /aż nie mogę o tym myśleć, bo robi mi się zajebiście przykro/, pozostałości mononukleozy przeziębione, helen w szpitalu. milczysz. milczysz. milczysz.

postaw cztery kreski.
i krzyżyk.

Komentuj (0)


ile w ciągu jednego dnia potrafi się zdarzyć? mała w szpitalu, ojciec chory, zdałam handlove /jestem naprawdę dumna, że zdołałam nadrobić praktycznie dwumiesięczne mononukleozowe zaległości/ i zaprosili mnie na rozmowę z hfpc. wnioski, wnioski do sądów. tylko jedno się nie zdarza wciąż. Ty.
za to wysyłają Ci jakieś durne zaproszenia na jakieś durne eventy, ochh achh. o północy minie tydzień. nawet jeśli kiedyś coś,, to teraz raczej nigdy nic.
wszystkiego najlepszego z okazji walentynek. mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. ja nie.

Komentuj (0)


przyjeżdżają, odjeżdżają. w chuj klarowna sytuacja: zakochałaś się w nieogarniętym gościu, od dwóch lat jesteś w związku z innym, a z trzecim będziesz mieszkać. nie wiem kto bardziej gra: ja czy j. oboje widzimy chyba, że to nie ma dłużej sensu, ale z mozołem brniemy dalej. przypominam sobie wszystkie dobre chwile. początek, 79 świetlików, zakopane, ten pierwszy off, gdańsk, kazimierz, praga. teraz potrafię na Ciebie nawrzeszczeć, bo Ty na mnie nie wrzeszczysz. utnę to i co, i zostanę sama? dlaczego tak właśnie chcę, dlaczego tak lubię cierpieć? brzydzę się tym wszystkim, a jednocześnie nie potrafię uciąć. czy da się na tym jeszcze coś zbudować?
a. w berlinie, berlin calling. tęsknota we mnie siedzi jak drucik z miedzi. ferie?
a Ty nie piszesz, 4 dzień już. szukam Cię między ludźmi w metrze, maluję dobrze oczy, równe kreski. chodzę na herbaty, robię zdrowe obiady, jeżdżę do rodziców. kończę studia i coraz wyraźniej to do mnie dociera. nie wiem wcale kim chcę być w życiu. czas pokaże znowu? nie potrafię się zdecydować. wyszłam z liceum jako szalona wokalistka rockowego zespołu w hippisowskiej spódnicy, a teraz kończę prawo. czas podejmować decyzje, a ja nie wiem nawet, z kim chcę iść przez życie. gdybyś potrafił się określić. boisz się pewnie. albo masz to w dupie, choć wciąż boję się przyznać tego. you're just a riddle in the sky. czy to wszystko się kiedyś rozsupła? tak bardzo chciałabym wystukać Ci: hej, wiesz, tęsknię za Tobą.

Komentuj (0)


czekam sobie. między słowami sobie wiję kryjówkę. mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne. wiesz? brzydzę się już sobą do cna. przyjeżdża j. i przesuwam wiecznie to spotkanie. nie mam pojęcia, jak mam patrzeć. co mam mówić. jak mam czekać, kiedy on obok. a czekam wciąż. czemu się tak wzbraniasz. wódka co parzy usta. papierosy przymarzające do ust. odciski na ustach od tych papierosów. czemu nie. co ukrywasz. w co grasz. nie dostałam instrukcji. zagadko. rano wyobrażam sobie różne złe rzeczy, które mi mówisz. różne dobre, kiedy przepraszasz. nie mogę zrobić żadnego ruchu. czuję się jak w potrzasku. czemu urodziłam się z tzw. wiecznym poczuciem sprawiedliwości i skrupułami?
sesja i bezsenności. wyczekuję, odczekuję, nadczekuję. nie poznaję sama siebie. niemal koniec świata.
powiedz, czego chcesz.

Komentuj (0)


śpisz?
tak właśnie myślę. chyba śpię. chodzę na egzaminy, czytam wiadomości, zdrowo się odżywiam i kupuję kosmetyki bez sls. odpisuję. zaszywam się w swoich lodowych komnatach, piszę. mógłbyś mi pomóc to naprawić, przy -25 stopniach nie jest miło spać w wyziębionym do cna pokoju, mimo że na co dzień marzy się o islandii i norwegii. ale Ty już nie odpisujesz. więc zdrowo się odżywiam, przesadzam kwiaty i śpię w ciuchach. nic nie umiem na egzaminy, więc przynajmniej ładnie wyglądam. wchodzę do autobusu i taksuję każdą twarz. nie Ty, nie Ty, to też nie Ty. koniec.
koniec? zabijam się czekaniem. codziennie do drugiej. czasem się zastanawiam, czy ktoś mnie przebije kiedyś w byciu żałosnym. nie będę prosić, przecież wiesz.
czekam głupio zamiast powiedzieć pas. masz za miesiąc urodziny, wiesz.

Komentuj (2)


jakub is offline, but you still can send him a message.
czy tylko ja mam wrażenie, że zawsze piszę nie w porę? uśmiech dodany na końcu, bez tego uśmiechu pewnie domyśliłbyś się, jakie to żałosne.
gramy w "kto pierwszy się podda" czy sama w to gram? tego już nie wyślę. za dużo byś wiedział.
za dużo gry. za dużo kombinujesz.
do usług. jedno z pięciu zdań, którymi mnie raczysz.
czy taki jesteś czy po prostu masz to wszystko gdzieś. prawie mnie zatyka, gdy dociera do mnie ta druga wersja.
wymarzyłam sobie islandię i mam ją w pokoju. zatykanie dziur wacikami to z pewnością najlepszy babski sposób, tak ola. plus sesja, którą wciąż wypieram. i moje quasi-nastoletnie problemy sercowe, którymi zanudzam nawet własną mamę.
tęsknię za Tobą. tak bardzo chciałabym Ci to napisać. nic mnie nie obchodzi, że jesteś w pracy. wiesz, kuba. tęsknię. napisz. napiszszsz. szszsz, odbiór. chcę piątych nad ranem. chcę lukrowane wyspy. chcę Cię.
nawet sama przed sobą nie przyznaję, że czekam do tej drugiej, codziennie czekam.
gdybyś dał mi jakiś znak. chociaż cień szansy.

Komentuj (0)


"Zwiazek jest taki, ze zapytalas, czy masz do usranej smierci czekac.
No to opowiadam, ze tak.
Czekac do momentu, w ktorym po drodze trzy razy stracisz nadzieje.
Bo jak widzisz, nigdy ni chuj nie wiadomo, na czym komu zalezy i czy jest idiota, ze musi po dupie dostac, zeby zmadrzec".

nno. to czekam, kuba, kuba.

Komentuj (0)


druga w nocy. szukam coraz smutniejszych piosenek. piszesz i prosisz o numer. do piątej nad ranem. z tego całego dystansu, który zbudowałeś między nami, pozostaje jakiś śmieszny skrawek. nie mogę uwierzyć. uśmiecham się bez przerwy przez całą noc. to niewyspanie jest najlepszym co mogłeś mi dać.
dzień i czar pryska. dla dwóch dni życia w iluzji może warto było. były najlepszymi dniami ostatnio, wiesz.
opowiedz bajkę albo zgiń. ginę. mam ochotę napisać przepraszam, ale przecież postanowiłam, że nie będę robić z siebie ofiary. czas na sen brzmi jak czas na ciebie.
dwa dni euforii i nagły upadek. dystans wraca spokojnie na swoje miejsce. odwieczne co ty sobie wyobrażałaś. jaką bajkę miałbyś opowiedzieć? może piękną i bestię, tylko że ja byłabym co najwyżej kopciuchem. nie potrafię myśleć o niczym innym. zakochałam się jak nastolatka.
nie dla mnie był ten czar. nie dla mnie był ten czar. nie zaznam nigdy..

Komentuj (0)