@ spell it for me

own . log

stare.

2012

maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011





gdyby wszystko było takie magicznie proste jak w grze. rozmawiam, rozmawiam i magicznie rośnie mi wskaźnik zabawy i towarzystwa. mogłabym kliknąć na Ciebie i wybrać "pocałuj aleksandrę".
tymczasem nie piszesz już wcale. przyśniłeś mi się z jakąś rudą zołzą i od tamtej pory starałam się nie myśleć. ale budzę się rano i jesteś moją pierwszą myślą.
nawet j. to widzi. "nie jesteś ze mną szczęśliwa. nie wiesz, czego chcesz". wiem doskonale. tylko jestem pieprzoną asekurantką. nigdy nie stanę na linie, bo zesram się w gacie. wygodnie mi zwalać to na wiek. ale bardziej boję się samotności. tego, że telefon nie będzie miał funkcji "wybierz ostatnie połączenie". i nie będzie tam żadnego nazwiska.
nie chcę być opiekunką. chcę kogoś silniejszego od siebie. kto zaopiekuje się mną. kto zobaczy za tym sarkazmem i złośliwością mnie. z moim tuzinem lęków. kto nie rzuci słuchawką jak 12-letnia dziewczynka.
mówię a.: "jeśli mamy zachować do siebie z j. resztki szacunku, to powinniśmy rozstać się jak najszybciej". mrozi mnie to zdanie.
i jeszcze a. moja piękna, zakochana a. tęsknię za jej ustami. nikt tak nie całuje. nikt tak się nie troszczy.
komentowanie zdjęć to z pewnością milsze zajęcie niż odpisywanie mi na wiadomości. podziwiam Cię na tych zdjęciach. dłonie. oczy. dziś sprawdzałam sposób, w jaki podwijasz rękawy koszuli. kolejna obsesja, do której wstydzę się przyznać, ma imię i nazwisko.
dziś czytałam jakiś gazetowy tekst o rozstaniach. myślałam, że to jakiś zabijacz czasu, typowy gazeciano-papierowy pseudo-romans z dobrym tytułem. tak mi było przykro. "są tacy, dla których życie się kończy na tym jednym zdaniu, chociaż ty odwracasz się i na odchodnym rzucasz 'to dla twojego dobra'. a oni nie potrafią potem zrozumieć. dobra? jakiego dobra? czyjego dobra? i zastanawianie się nad tym zajmuje im resztę życia". czy to aby na pewno nie o mnie?..
noworoczne postanowienia? życie samo za mnie postanowiło. od dwóch tygodni leżę w domu z obrzydliwą zakaźną chorobą, która wyniszczyła mi cały organizm. przede mną co najmniej kolejne dwa tygodnie. mój tryb życia uległ całkowitej zmianie. dużo śpię, każdy najmniejszy wysiłek powoduje totalne zmęczenie. zmieniłam dietę z powodu zapalenia wątroby - każdy błąd w diecie zaprowadzi mnie prościutko do szpitalnego łóżka. i tak szczęście, że sylwestra nie spędziłam w szpitalu - jechałam tam już ze spakowaną torbą i ściśniętym sercem. nno i papierosy. good bye blue sky.
także mój wspaniały ambitny drugi kierunek chyba musi się ze mną serdecznie uściskać. nawet nie jest mi żal. mam ochotę o siebie zadbać.
dla Ciebie. mam takie marzenie. kiedyś założę swoją granatową sukienkę i otworzę Ci drzwi. przyjdziesz po te cholerne notatki z kpa.
tyle bym dała żebyśmy byli szczęśliwi. nie może do mnie dotrzeć, że nie zwracasz na to wszystko uwagi.
ale Twoje milczenie jest jasne, co? wszystko jest takie proste.
tak bardzo proste, że nie umiem tego przyjąć.
topię się w wannie. sprawdzam krew. jem dużo warzyw. oglądam seriale.
zakochuję się chyba ostatni raz w życiu.

Komentuj (0)


nadrabiam z mozołem wszelkie zaległości. męczę się sto razy szybciej. płaczę nad stronami, które we wspaniałym stanie Sprzed Choroby przerobiłabym w 10 minut. ale daję radę. jak zawsze. gorycz i przekąs. smutek i gorycz.
zdrowieję bardzo powoli. nadal gorączka, nie pamiętam już czasów sprzed niej. już dwa miesiące. nie wiem co z drugim kierunkiem. chyba już za stara jestem na takie zabawy. do pracy, hej-ho?
i tęsknię, choć próbuję nie myśleć. zajmować się tuzinami egzaminów. opada kurtyna i nastaje noc. okazuje się, że jestem naga i można ze mnie czytać. lepiej jest nie myśleć, niż przyznać przed sobą. który raz to piszę już.
zasyp mnie, śniegu.

nie dla mnie był ten czar..

Komentuj (0)


druga w nocy. szukam coraz smutniejszych piosenek. piszesz i prosisz o numer. do piątej nad ranem. z tego całego dystansu, który zbudowałeś między nami, pozostaje jakiś śmieszny skrawek. nie mogę uwierzyć. uśmiecham się bez przerwy przez całą noc. to niewyspanie jest najlepszym co mogłeś mi dać.
dzień i czar pryska. dla dwóch dni życia w iluzji może warto było. były najlepszymi dniami ostatnio, wiesz.
opowiedz bajkę albo zgiń. ginę. mam ochotę napisać przepraszam, ale przecież postanowiłam, że nie będę robić z siebie ofiary. czas na sen brzmi jak czas na ciebie.
dwa dni euforii i nagły upadek. dystans wraca spokojnie na swoje miejsce. odwieczne co ty sobie wyobrażałaś. jaką bajkę miałbyś opowiedzieć? może piękną i bestię, tylko że ja byłabym co najwyżej kopciuchem. nie potrafię myśleć o niczym innym. zakochałam się jak nastolatka.
nie dla mnie był ten czar. nie dla mnie był ten czar. nie zaznam nigdy..

Komentuj (0)


"Zwiazek jest taki, ze zapytalas, czy masz do usranej smierci czekac.
No to opowiadam, ze tak.
Czekac do momentu, w ktorym po drodze trzy razy stracisz nadzieje.
Bo jak widzisz, nigdy ni chuj nie wiadomo, na czym komu zalezy i czy jest idiota, ze musi po dupie dostac, zeby zmadrzec".

nno. to czekam, kuba, kuba.

Komentuj (0)


jakub is offline, but you still can send him a message.
czy tylko ja mam wrażenie, że zawsze piszę nie w porę? uśmiech dodany na końcu, bez tego uśmiechu pewnie domyśliłbyś się, jakie to żałosne.
gramy w "kto pierwszy się podda" czy sama w to gram? tego już nie wyślę. za dużo byś wiedział.
za dużo gry. za dużo kombinujesz.
do usług. jedno z pięciu zdań, którymi mnie raczysz.
czy taki jesteś czy po prostu masz to wszystko gdzieś. prawie mnie zatyka, gdy dociera do mnie ta druga wersja.
wymarzyłam sobie islandię i mam ją w pokoju. zatykanie dziur wacikami to z pewnością najlepszy babski sposób, tak ola. plus sesja, którą wciąż wypieram. i moje quasi-nastoletnie problemy sercowe, którymi zanudzam nawet własną mamę.
tęsknię za Tobą. tak bardzo chciałabym Ci to napisać. nic mnie nie obchodzi, że jesteś w pracy. wiesz, kuba. tęsknię. napisz. napiszszsz. szszsz, odbiór. chcę piątych nad ranem. chcę lukrowane wyspy. chcę Cię.
nawet sama przed sobą nie przyznaję, że czekam do tej drugiej, codziennie czekam.
gdybyś dał mi jakiś znak. chociaż cień szansy.

Komentuj (0)


śpisz?
tak właśnie myślę. chyba śpię. chodzę na egzaminy, czytam wiadomości, zdrowo się odżywiam i kupuję kosmetyki bez sls. odpisuję. zaszywam się w swoich lodowych komnatach, piszę. mógłbyś mi pomóc to naprawić, przy -25 stopniach nie jest miło spać w wyziębionym do cna pokoju, mimo że na co dzień marzy się o islandii i norwegii. ale Ty już nie odpisujesz. więc zdrowo się odżywiam, przesadzam kwiaty i śpię w ciuchach. nic nie umiem na egzaminy, więc przynajmniej ładnie wyglądam. wchodzę do autobusu i taksuję każdą twarz. nie Ty, nie Ty, to też nie Ty. koniec.
koniec? zabijam się czekaniem. codziennie do drugiej. czasem się zastanawiam, czy ktoś mnie przebije kiedyś w byciu żałosnym. nie będę prosić, przecież wiesz.
czekam głupio zamiast powiedzieć pas. masz za miesiąc urodziny, wiesz.

Komentuj (2)


czekam sobie. między słowami sobie wiję kryjówkę. mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne. wiesz? brzydzę się już sobą do cna. przyjeżdża j. i przesuwam wiecznie to spotkanie. nie mam pojęcia, jak mam patrzeć. co mam mówić. jak mam czekać, kiedy on obok. a czekam wciąż. czemu się tak wzbraniasz. wódka co parzy usta. papierosy przymarzające do ust. odciski na ustach od tych papierosów. czemu nie. co ukrywasz. w co grasz. nie dostałam instrukcji. zagadko. rano wyobrażam sobie różne złe rzeczy, które mi mówisz. różne dobre, kiedy przepraszasz. nie mogę zrobić żadnego ruchu. czuję się jak w potrzasku. czemu urodziłam się z tzw. wiecznym poczuciem sprawiedliwości i skrupułami?
sesja i bezsenności. wyczekuję, odczekuję, nadczekuję. nie poznaję sama siebie. niemal koniec świata.
powiedz, czego chcesz.

Komentuj (0)


przyjeżdżają, odjeżdżają. w chuj klarowna sytuacja: zakochałaś się w nieogarniętym gościu, od dwóch lat jesteś w związku z innym, a z trzecim będziesz mieszkać. nie wiem kto bardziej gra: ja czy j. oboje widzimy chyba, że to nie ma dłużej sensu, ale z mozołem brniemy dalej. przypominam sobie wszystkie dobre chwile. początek, 79 świetlików, zakopane, ten pierwszy off, gdańsk, kazimierz, praga. teraz potrafię na Ciebie nawrzeszczeć, bo Ty na mnie nie wrzeszczysz. utnę to i co, i zostanę sama? dlaczego tak właśnie chcę, dlaczego tak lubię cierpieć? brzydzę się tym wszystkim, a jednocześnie nie potrafię uciąć. czy da się na tym jeszcze coś zbudować?
a. w berlinie, berlin calling. tęsknota we mnie siedzi jak drucik z miedzi. ferie?
a Ty nie piszesz, 4 dzień już. szukam Cię między ludźmi w metrze, maluję dobrze oczy, równe kreski. chodzę na herbaty, robię zdrowe obiady, jeżdżę do rodziców. kończę studia i coraz wyraźniej to do mnie dociera. nie wiem wcale kim chcę być w życiu. czas pokaże znowu? nie potrafię się zdecydować. wyszłam z liceum jako szalona wokalistka rockowego zespołu w hippisowskiej spódnicy, a teraz kończę prawo. czas podejmować decyzje, a ja nie wiem nawet, z kim chcę iść przez życie. gdybyś potrafił się określić. boisz się pewnie. albo masz to w dupie, choć wciąż boję się przyznać tego. you're just a riddle in the sky. czy to wszystko się kiedyś rozsupła? tak bardzo chciałabym wystukać Ci: hej, wiesz, tęsknię za Tobą.

Komentuj (0)


ile w ciągu jednego dnia potrafi się zdarzyć? mała w szpitalu, ojciec chory, zdałam handlove /jestem naprawdę dumna, że zdołałam nadrobić praktycznie dwumiesięczne mononukleozowe zaległości/ i zaprosili mnie na rozmowę z hfpc. wnioski, wnioski do sądów. tylko jedno się nie zdarza wciąż. Ty.
za to wysyłają Ci jakieś durne zaproszenia na jakieś durne eventy, ochh achh. o północy minie tydzień. nawet jeśli kiedyś coś,, to teraz raczej nigdy nic.
wszystkiego najlepszego z okazji walentynek. mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. ja nie.

Komentuj (0)


zamknąłem się w małym świecie i to powód.
nie ma tam chyba dla mnie miejsca.

nic mi się ostatnio nie udaje. wymarzone miejsce pracy trafił szlag /aż nie mogę o tym myśleć, bo robi mi się zajebiście przykro/, pozostałości mononukleozy przeziębione, helen w szpitalu. milczysz. milczysz. milczysz.

postaw cztery kreski.
i krzyżyk.

Komentuj (0)


nie wiadomo już nawet, co to pada z tego nieba. warszawa zrobiła się wielką, biało-szarą breją, ludzie zastanawiają się nad każdym krokiem, by nie utonąć w kolejnej kałuży. danse macabre. oglądam sobie to wszystko z bezpiecznej odległości okna. ile nas tu jest, w tych małych, świecących jasno, prostokątnych okienkach bloków.
z każdym rokiem uświadamiam sobie, jak bardzo to wszystko mnie weryfikuje. krok po kroku. mam wrażenie, że dopiero co byłam tą 18-letnią dziewczyną, odważną i dumną, bo dostałam się na prawo. uważałam to za swój wielki życiowy sukces, odrzucając po drodze wszystko, co było dla mnie ważne. podejmując decyzje jedynie rozsądkiem. kiedyś umiałabym o Ciebie zawalczyć. dziś boję się wysłać nawet smsa. nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie jestem modelką. miałam takie wielkie marzenia, wygrać największy proces świata, bronić uciśnionych, śpiewać w małych, zadymionych jazzowych kafejkach, zjeździć i zwojować świat, islandia, norwegia, szwecja, cejlon, indie, kochać się ostro na wszystkich plażach świata, wspinać się po górach, żyć. siedzę w najmniejszym pokoju świata z kuchnią, płacę za niego fortunę, na życie miesięcznie zostaje mi trzysta złotych, śpię na materacu, szpary w oknach zatkałam szalikami, moim jedynym zagranicznym wyjazdem był 3-dniowy wyjazd do pragi, moje śpiewanie zakończyło się na trzeciej klasie liceum, i teraz jak zostaję sama w mieszkaniu, to śpiewam na głos alicię keys. moi rodzice są coraz starsi, ja coraz częściej choruję i nie mam serca pożyczać od nich pieniędzy, których przecież i tak nie mają. moja wielka miłość skończyła się szybciej niż zaczęła, ideały pożegnałam mailem, z własnym facetem nie byłam w łóżku od kilku miesięcy. nie będę bronić uciśnionych, bo razem ze mną skończy te studia za rok kilka tysięcy lepszych prawników, i nie przyjęli mnie do wymarzonej pracy, mimo ambitnego cv - tyle że praca na stanowisku asystentki w kancelarii zazwyczaj kończyła się na bieganiu po sądach i wiecznym upokorzeniu, co znosiłam z zaciśniętymi zębami, myśląc "jeszcze nie czas, olka, dasz radę".
co mam Ci do zaoferowania? jestem tylko jednym ze świecących, prostokątnych okienek przy jednej z ulic na bielanach.

Komentuj (0)


nowy, ósmy już semestr, nowe nadzieje. pognałam tam jak idiotka, założyłam najlepszą koszulę i robiłam makijaż pół godziny, tylko po to, żeby przekonać się na własne oczy, że nie przyjdziesz. czułam się jak amelia, gdy nino wychodzi z kawiarni nie poznając jej, a ona spływa po kafelkach. spłynęłam sobie spokojnie po schodach wpia, pogadałam chwilę o odwołanych zajęciach, nerwowo podwijając rękawy swojej koszuli, ochh, że też nie złożyłam podania o stypendium, a kolokwium z kpk za 3 tygodnie, a filozofia.
myślałam: Boże, to znak, musisz przyjść, przyjdziesz. malowałam paznokcie i wybielałam zęby do pierwszej, nie spałam do czwartej.
myślałam: Boże, to będzie mój ostatni zryw, ostatnia decyzja tej odważnej 18stki, którą kiedyś byłam. ostatnia decyzja łatwopalnej, by mocniej żyć.
myślałam: jeśli nie przyjdziesz, to koniec. los tak chce, tak ma być, muszę zacisnąć zęby i poumierać sobie, potem się pozbierać i żyć dalej.
tyle wymyśliłam scenariuszy, że aż nie mogłeś się zdarzyć. wyczerpałam wszystkie możliwości rzeczywistości w myślach. Ty, ja, kawa. Ty, ja, zabierasz mnie do pracy, kawa, ta zima - to byłby jedyny raz, kiedy prosiłabym, by nigdy się nie kończyła.
jakub lubi twój link. wiem, przecież po to je dodaję. też masz już jeden nóż w plecach, co?

tak śmiesznie mali, dosłowni zbyt.

każdy dzień jest dokładnie taki sam. zanim otworzę rano oczy, obliczam ile minęło już dni. dziś dwa tygodnie. odsuwam rano zasłony i chce mi się narzygać na ten świat. z jednej strony mam nadzieję, że to ostatni zryw resztek nastolatki, z drugiej - chyba wreszcie coś czuję, choć to nie najlepsze uczucia.
od tygodnia siedzę w mieszkaniu i gdy wreszcie przychodzi dzień, by wyjść między ludzi, nie mam ochoty ani siły podnieść się z materaca. czy mogę tu zostać do końca świata i robić kolaże z art nouveau plus czytać stare listy.

myślę o Tobie co drugie zdanie. to aż dziw, że te myśli Cię jeszcze nie zabiły.

Komentuj (0)


j. przyjeżdża, a. wyjeżdża. mijają się gdzieś na wysokości poznania. tęsknię za nią. Boże, tak za nią tęsknię, że mam ochotę opowiadać wszystkim, jak się poznałyśmy i czemu ją uwielbiam. mam ochotę kupić jej wszystkie fioletowe kwiaty, jakie tylko znajdę w kwiaciarni na marymonckiej.
wypady do ikei i świeczki cynamonowe. zróbmy sobie świat trochę bardziej znośnym. zróbmy sobie świat bardziej magicznym, może się uda przywrócić choć trochę, choćby uwierzyć znów w tę magię.
choroby, choroby. tak bardzo boję się o rodziców. bóle migrenowe, bóle fantomowe. nie odróżniam już. j. wkręca mnie w rozstanie, pomaga tylko na chwilę. czego ja właściwie chcę? gapię się w to zielone kółeczko przy Twoim nazwisku jak sroka.
dziś. właściwie wczoraj. minął miesiąc, odkąd ten numer.

mając tylko własną a tęskniąc za twoją
odświętną nagością
dwojąc się i trojąc
- w pojedynkę przymierzam usta do twojego imienia


nie potrafię już na tyle zwariować, by napisać Ci, że tęsknię, więc może sam się domyśl.

Komentuj (1)


czy coś się w ogóle zmieniło?
Boże, zakochałam się jak nastolatka.
nie odpisujesz nawet na kilometrowe życzenia urodzinowe. to się nie przedawnia, wiesz, myślałam nad nimi trzy dni.
w końcu się zdobywam i po dwóch piwach na chłodnej postanawiam się przenieść do Ciebie. kiedy Cię widzę zza tej cholernej szyby to czuję jak zawartość brzucha niebezpiecznie zbliża mi się do gardła. nie widziałam Cię od listopada i prawie umarłam na zawał serca, wiesz. najpierw udajesz, że nie widzisz, a potem to słodkie "dobry wieczór". gdybym mogła zaprzedać Ci duszę. chyba już to zrobiłam. umierałam za każdym razem, kiedy się uśmiechałeś. te papierosy na dworze, kilka pośpiesznych zdań, nieskładnych. nawet nie patrzyłam dokładnie na Ciebie, nie obejrzałam Cię, tak bardzo się wstydziłam tego. alkoholu. nieskładności. wylanego piwa i rozbitego szkła. ten Twój uśmiech na moje "wszystkiego najlepszego". Twój głos.
pewnie zapalasz teraz papierosa i nie myślisz o mnie nic ponad "pijana idiotka". podziękowałeś wszystkim w ogóle i jestem sobie dodana do tej grupy, co.
zostanie mi pamiątka po tym na całe życie. mam bliznę na pół nosa i olbrzymiego guza na czole. podobno niedługo na oczy wejdzie mi ogromny krwiak. wycieczki po warszawie nocą. a. i pęknięta czaszka. i strach, że mogę się rano nie obudzić. naprawdę nie wierzę, że ta noc się zdarzyła.
odważyłam się. kolejny ostatni zryw. nie żałuję. tylko mi żal, że teraz już wszystko jest jasne. nie piszesz. nie mogę się już łudzić.
to chyba koniec, aleksandra.

Komentuj (0)


napisz. napisz napisz napisz. przecież czekam.
głowa boli. kłuje i pulsuje. szpital czy nie. wyglądam co najmniej jakby grupa dresów spuściła mi niezły wpierdol. sino-czerwono-żółto. kąciki oczu opadły mi do dołu i wyglądam jak napuchnięty chińczyk.
nie mów mi, że z całej tej historii zostanie mi blizna nad nosem. nie łam mi serca. bądź moim cudem. BŁAGAM, BOŻE.
matka mówi: "zejdź na ziemię, myślałam, że jesteś mądrzejsza, może byś opuściła ten obłok z napisem romantic". leżę całymi dniami w łóżku i wciskam sobie w głowie replay tej niedzieli. tudzież wciskam własną głowę w poduszkę. ona waży teraz sto kilo, wiesz. przyjdziesz, poprosisz dwa i zapłacisz obolami. poszumieliśmy?
co mam jeszcze zrobić? zrobię wszystko. czemu tak nagle to milczenie.

dlatego wciąż nie ruszam stąd, bo może się stanie raz jeden cud i przyjdziesz, dotkniesz mnie, i powiesz: zostań tu

Komentuj (0)


przyjedź, to się nawrócę, to uwierzę jeszcze raz

Komentuj (0)