@ spell it for me

own . log



nowy, ósmy już semestr, nowe nadzieje. pognałam tam jak idiotka, założyłam najlepszą koszulę i robiłam makijaż pół godziny, tylko po to, żeby przekonać się na własne oczy, że nie przyjdziesz. czułam się jak amelia, gdy nino wychodzi z kawiarni nie poznając jej, a ona spływa po kafelkach. spłynęłam sobie spokojnie po schodach wpia, pogadałam chwilę o odwołanych zajęciach, nerwowo podwijając rękawy swojej koszuli, ochh, że też nie złożyłam podania o stypendium, a kolokwium z kpk za 3 tygodnie, a filozofia.
myślałam: Boże, to znak, musisz przyjść, przyjdziesz. malowałam paznokcie i wybielałam zęby do pierwszej, nie spałam do czwartej.
myślałam: Boże, to będzie mój ostatni zryw, ostatnia decyzja tej odważnej 18stki, którą kiedyś byłam. ostatnia decyzja łatwopalnej, by mocniej żyć.
myślałam: jeśli nie przyjdziesz, to koniec. los tak chce, tak ma być, muszę zacisnąć zęby i poumierać sobie, potem się pozbierać i żyć dalej.
tyle wymyśliłam scenariuszy, że aż nie mogłeś się zdarzyć. wyczerpałam wszystkie możliwości rzeczywistości w myślach. Ty, ja, kawa. Ty, ja, zabierasz mnie do pracy, kawa, ta zima - to byłby jedyny raz, kiedy prosiłabym, by nigdy się nie kończyła.
jakub lubi twój link. wiem, przecież po to je dodaję. też masz już jeden nóż w plecach, co?

tak śmiesznie mali, dosłowni zbyt.

każdy dzień jest dokładnie taki sam. zanim otworzę rano oczy, obliczam ile minęło już dni. dziś dwa tygodnie. odsuwam rano zasłony i chce mi się narzygać na ten świat. z jednej strony mam nadzieję, że to ostatni zryw resztek nastolatki, z drugiej - chyba wreszcie coś czuję, choć to nie najlepsze uczucia.
od tygodnia siedzę w mieszkaniu i gdy wreszcie przychodzi dzień, by wyjść między ludzi, nie mam ochoty ani siły podnieść się z materaca. czy mogę tu zostać do końca świata i robić kolaże z art nouveau plus czytać stare listy.

myślę o Tobie co drugie zdanie. to aż dziw, że te myśli Cię jeszcze nie zabiły.